Pattinson twierdzi, że zdecydowanie się na dołączenie do obsady Wody dla Słoni, reżyserowanej przez Francise’a Lawerence’a, nie zabrało mu wiele czasu, ale przyznaje, że bardzo ostrożnie obmyśla swoją po-Zmierzchową karierę. Chociaż wie, że co ma być, to będzie. – Nie możesz wszystkiego przewidzieć – wzdycha, po czym uśmiecha się zawadiacko. – Kiedy coś się sypie, możesz już tylko płakać. Po zakończeniu intensywnej pracy nad dwoma ostatnimi częściami Sagi Zmierzch w kwietniu, zaczyna zdjęcia w filmie Davida Cronenberga, „Cosmopolis” z Juliette Binoche i Paulem Giamattim. – Jest niezwykle pracowitą osobą, z niezwykłą etyką pracy – przyznaje Witherspoon. – On nigdy nie narzeka. Przenigdy. Co jest dziwne, biorąc pod uwagę większość aktorów. Oni zawsze narzekają. Szczególnie mężczyźni!
Zmierzchomaniacy będą zachwyceni wiedząc, że Pattinson jest tak przystojny i gruboskórny, jak na ekranie. Ale nie powinni go mylić z żadnym z tych roztargnionych bohaterów, w których się wciela. Jest rozmowny i śmieje się bardzo, bardzo często – o sławie, którą zdorbył po Zmierzchu (To nadal historia? Boże, takie nudy!), o mroczku, który niesie ostatnia część (To będzie meeeeega dziwne!), ale przede wszystkim z siebie. – Chciałbym zagrać bardzo grubą osobę – mówi o swojej post-Edwardowej przyszłości. Im więcej do kochania, tym lepiej!
Ty i Tai macie w Wodzie dla Słoni szczególną więź. Myślisz, że będzie o Tobie pamiętała, gdy zdjęcia się skończą?
Nie wiem. Jestem przerażony myślą, że nie będzie. Byłbym tak bardzo, bardzo szczęśliwy, gdyby mnie zapamiętała.
Nie wiem. Jestem przerażony myślą, że nie będzie. Byłbym tak bardzo, bardzo szczęśliwy, gdyby mnie zapamiętała.
Na planie było dużo zwierząt. Jak to odbierałeś?
Bywało strasznie. Pręty w klatkach były dość rzadko rozstawione, więc łapy zwierząt swobodnie przez nie wychodziły. A Christoph! Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Kiedy wszedł w rolę, był w stanie zepchnąć cały strach gdzieś w kąt i przejść między klatkami, rozstawionymi na szerokość około trzydziestu centymetrów, gdzie tygrysy dosłownie skakały na ich ściany, a on nawet nie mrugnął! Ja na to, „To nie granie, to schizofrenia!” [śmiech]. Szaleństwo, bo ja byłam naprawdę przerażony.
Grałeś też z ludźmi. Jak pracowało się z Reese?
Ona ma w sobie to coś… Reese jest prawdziwie dobrą osobą. Nie wiem, czy tworzenie tej miłej aury coś ją kosztuje, ale jej nastrój emanuje na wszystkich ludzi na planie. Gdy jej nie było, atmosfera była zupełnie inna. Dzieciaki i zwierzęta do niej ciągnęły. To sprawiało, że moja rola była niezwykle prosta – wszystkie ujęcia moich reakcji, to obserwowanie jej, wykonującej swoją pracę wprost genialnie. Jest naprawdę bardzo fajna i nigdy, przenigdy nie była denerwująca. Boże… to najgorszy opis na świecie!
Grałeś jej syna w Vanity Fair z 2004 roku, ale Twój bohater został wycięty.
Tak, moje wielkie wybicie się [śmiech]. Ja i mój najlepszy przyjaciel – oboje kręciliśmy swoje pierwsze filmy. Poszliśmy razem na premierę, widzieliśmy jego sceny, a moje nie. Zapomnieli mi powiedzieć. Byłem zazdrosny przez jakieś pięć lat.
Czy Ty i Reese pamiętaliście się z tamtego okresu?
Tak, pewnie. Nie, właściwie nie. Nie wiem, o czym mówię, nie bardzo. Pracowałem z nią tylko dwa dni. Ale była kochana, to pamiętam. Nie wiedziałem, co w ogóle robię, traciłem głowę. Po raz pierwszy i jedyny zapomniałem swoich kwestii i to tak bardzo mnie przestraszyło, że do dziś pilnuję, by nigdy więcej to się nie zdarzyło. Kręciliśmy scenę, gdzie ona płacze, zaczynamy i nagle pojawiły się te łzy… A ja nie mogłem sobie przypomnieć ani jednej linijki, którą miałem w głowie! Oni mówią „cięcie” i Reese natychmiastowo przestaje płakać. A ja na to, „Hej, jak Ty to robisz? To nie fair! Ja też tak chcę!”.
Bywało strasznie. Pręty w klatkach były dość rzadko rozstawione, więc łapy zwierząt swobodnie przez nie wychodziły. A Christoph! Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Kiedy wszedł w rolę, był w stanie zepchnąć cały strach gdzieś w kąt i przejść między klatkami, rozstawionymi na szerokość około trzydziestu centymetrów, gdzie tygrysy dosłownie skakały na ich ściany, a on nawet nie mrugnął! Ja na to, „To nie granie, to schizofrenia!” [śmiech]. Szaleństwo, bo ja byłam naprawdę przerażony.
Grałeś też z ludźmi. Jak pracowało się z Reese?
Ona ma w sobie to coś… Reese jest prawdziwie dobrą osobą. Nie wiem, czy tworzenie tej miłej aury coś ją kosztuje, ale jej nastrój emanuje na wszystkich ludzi na planie. Gdy jej nie było, atmosfera była zupełnie inna. Dzieciaki i zwierzęta do niej ciągnęły. To sprawiało, że moja rola była niezwykle prosta – wszystkie ujęcia moich reakcji, to obserwowanie jej, wykonującej swoją pracę wprost genialnie. Jest naprawdę bardzo fajna i nigdy, przenigdy nie była denerwująca. Boże… to najgorszy opis na świecie!
Grałeś jej syna w Vanity Fair z 2004 roku, ale Twój bohater został wycięty.
Tak, moje wielkie wybicie się [śmiech]. Ja i mój najlepszy przyjaciel – oboje kręciliśmy swoje pierwsze filmy. Poszliśmy razem na premierę, widzieliśmy jego sceny, a moje nie. Zapomnieli mi powiedzieć. Byłem zazdrosny przez jakieś pięć lat.
Czy Ty i Reese pamiętaliście się z tamtego okresu?
Tak, pewnie. Nie, właściwie nie. Nie wiem, o czym mówię, nie bardzo. Pracowałem z nią tylko dwa dni. Ale była kochana, to pamiętam. Nie wiedziałem, co w ogóle robię, traciłem głowę. Po raz pierwszy i jedyny zapomniałem swoich kwestii i to tak bardzo mnie przestraszyło, że do dziś pilnuję, by nigdy więcej to się nie zdarzyło. Kręciliśmy scenę, gdzie ona płacze, zaczynamy i nagle pojawiły się te łzy… A ja nie mogłem sobie przypomnieć ani jednej linijki, którą miałem w głowie! Oni mówią „cięcie” i Reese natychmiastowo przestaje płakać. A ja na to, „Hej, jak Ty to robisz? To nie fair! Ja też tak chcę!”.
Czujesz, że idzie Ci coraz lepiej z każdym filmem? Albo czy przynajmniej czujesz większą pewność siebie?
Myślę, że tak. Zmęczenie też pomaga. Cały czas jestem zapętany w swego rodzaju nieśmiałości; nie byłem w dzieciństwie zbyt dramatycznym chłopcem. Kręciłem film pod tytułem Bel Ami na początku tego roku i mieliśmy bardzo dużo prób. Robiliśmy wiele ćwiczeń wykorzystujących język ciała i bardzo się wstydziłem robić to przy tych wszystkich ludziach. A inni aktorzy byli zupełnie tym nieskrępowani! Czułem się jak ostatni dureń.
Myślisz, że czuli się z tym komfortowo, czy umieją dobrze kryć swoje skrępowanie?
Prawdziwie komfortowo. Tak myślę. Obserwowałem innych aktorów – reżyser mówi „Po prostu biegnij i się wydzieraj”, a ja „Umm, nie” [śmiech]. A oni zwyczajnie zaczynają biec i krzyczeć i im się to podoba! Ja na to, „Jak Ty możesz czerpać z tego radość?”. Chciałbym umieć to kochać. Chciałbym hulać moją fizycznością. Ale pewnie potknąłbym się o własne nogi.
Prawie skończyłeś Przed Świtem. Kręciłeś to przez jakiś czas…
Czuję, jakbym robił to całe życie [śmiech]
Wiele szalonych rzeczy ma się zdarzyć w tej części. Na przykład, straszliwe narodziny pół-wampirzego dziecka.
[śmieje się] Wiele interesujących i dziwnych rzeczy będzie miało miejsce – bardzo, bardzo, bardzo dziwnych. To świetnie. Dla dużego, mainstreamowego filmu, jest to niejasna i naprawdę nietuzinkowa historia. To będzie horror. Widziałem kawałki i nie wiem, jak to zrobią, żeby ten film był dozwolony od 12 lat… Chyba wytną wszytskie sceny.
Harry Potter też ma wiele mrocznych scen pod koniec…
Ale tam możesz tak jakby… musnąć, czy obejść te wszystkie rzeczy. A tutaj kluczem są te najdziwniejsze i niepokojące sceny [śmiech]. Ciekawe co wymyślą jako podtytuł!
Myślę, że tak. Zmęczenie też pomaga. Cały czas jestem zapętany w swego rodzaju nieśmiałości; nie byłem w dzieciństwie zbyt dramatycznym chłopcem. Kręciłem film pod tytułem Bel Ami na początku tego roku i mieliśmy bardzo dużo prób. Robiliśmy wiele ćwiczeń wykorzystujących język ciała i bardzo się wstydziłem robić to przy tych wszystkich ludziach. A inni aktorzy byli zupełnie tym nieskrępowani! Czułem się jak ostatni dureń.
Myślisz, że czuli się z tym komfortowo, czy umieją dobrze kryć swoje skrępowanie?
Prawdziwie komfortowo. Tak myślę. Obserwowałem innych aktorów – reżyser mówi „Po prostu biegnij i się wydzieraj”, a ja „Umm, nie” [śmiech]. A oni zwyczajnie zaczynają biec i krzyczeć i im się to podoba! Ja na to, „Jak Ty możesz czerpać z tego radość?”. Chciałbym umieć to kochać. Chciałbym hulać moją fizycznością. Ale pewnie potknąłbym się o własne nogi.
Prawie skończyłeś Przed Świtem. Kręciłeś to przez jakiś czas…
Czuję, jakbym robił to całe życie [śmiech]
Wiele szalonych rzeczy ma się zdarzyć w tej części. Na przykład, straszliwe narodziny pół-wampirzego dziecka.
[śmieje się] Wiele interesujących i dziwnych rzeczy będzie miało miejsce – bardzo, bardzo, bardzo dziwnych. To świetnie. Dla dużego, mainstreamowego filmu, jest to niejasna i naprawdę nietuzinkowa historia. To będzie horror. Widziałem kawałki i nie wiem, jak to zrobią, żeby ten film był dozwolony od 12 lat… Chyba wytną wszytskie sceny.
Harry Potter też ma wiele mrocznych scen pod koniec…
Ale tam możesz tak jakby… musnąć, czy obejść te wszystkie rzeczy. A tutaj kluczem są te najdziwniejsze i niepokojące sceny [śmiech]. Ciekawe co wymyślą jako podtytuł!
Jak zamierzacie świętować koniec serii?
Od razu jadę na promocję Wody dla Słoni.
Musi to być dziwne – nagła zmiana z tak mrocznego filmu, na coś zupełnie innego.
Parę tygodni temu udzielałem jakiegoś wywiadu i powiedziałem „Uh, no, więc ten facet zapładnia słonia i rodzi się panda” [śmiech]. To historia o słoniach-wampirach grających w baseball! Woda dla Słoni była ukojeniem, gdyż nie musiałem nosić makijażu i tych kontaktów… Mój Boże, nie mogę się doczekać, by zobaczyć ostatnią parę!
Niezbyt wygodne?
Ja tak naprawdę chcę zrobić coś na kształt eksplozji plastiku. Chcę je zmienić w coś żywego i to coś zabić. To jest takie żenujące – po tylu latach, każdego ranka to wszystko przypomina proces. Wszyscy już doszli do tego, jak się z nimi obchodzić, a w moim przypadku nadal dwoje ludzi musi mnie przytrzymywać bo nie mogę tego samemu zrobić.
A po promocji Wody dla Słoni, ruszasz na plan Cosmopolis.
Tak, jestem bardzo podekscytowany. I wariuję. Nie mam czasu na przygotowanie, a to książka Dona DeLillo, z mało jasnym dialogiem. Muszę zmienić swoje ciało. Gram jednego z tych władców wszechświata z 6% tkanki tłuszczowej w organizmie. Muszę zgubić z 70% [śmiech]
Czas na siłownię.
Jeśli mógłbym odmówić sobie piwa, byłby to krok w dobrym kierunku. Na początku Przed Świtem musiałem być w dobrej formie, bo musiałem zdjąć koszulkę. A kiedy zaczynam przygodę z siłownią, wariuję. Nie mogę przestać o tym gadać. Wymyśliłem sobie, że zostanę smukły już na zawsze, żeby nie było problemu z żadnym filmem w przyszłości. A później, dzień po ostatniej scenie bez koszulki, zacząłem [udaje żarłoczne jedzenie] nom, nom, nom. Nie zdawałem sobie sprawę, że mam jeszcze jedną scenę bez koszulki. I można to zauważyć – w jednej z nich jestem [wydyma policzki]
Od razu jadę na promocję Wody dla Słoni.
Musi to być dziwne – nagła zmiana z tak mrocznego filmu, na coś zupełnie innego.
Parę tygodni temu udzielałem jakiegoś wywiadu i powiedziałem „Uh, no, więc ten facet zapładnia słonia i rodzi się panda” [śmiech]. To historia o słoniach-wampirach grających w baseball! Woda dla Słoni była ukojeniem, gdyż nie musiałem nosić makijażu i tych kontaktów… Mój Boże, nie mogę się doczekać, by zobaczyć ostatnią parę!
Niezbyt wygodne?
Ja tak naprawdę chcę zrobić coś na kształt eksplozji plastiku. Chcę je zmienić w coś żywego i to coś zabić. To jest takie żenujące – po tylu latach, każdego ranka to wszystko przypomina proces. Wszyscy już doszli do tego, jak się z nimi obchodzić, a w moim przypadku nadal dwoje ludzi musi mnie przytrzymywać bo nie mogę tego samemu zrobić.
A po promocji Wody dla Słoni, ruszasz na plan Cosmopolis.
Tak, jestem bardzo podekscytowany. I wariuję. Nie mam czasu na przygotowanie, a to książka Dona DeLillo, z mało jasnym dialogiem. Muszę zmienić swoje ciało. Gram jednego z tych władców wszechświata z 6% tkanki tłuszczowej w organizmie. Muszę zgubić z 70% [śmiech]
Czas na siłownię.
Jeśli mógłbym odmówić sobie piwa, byłby to krok w dobrym kierunku. Na początku Przed Świtem musiałem być w dobrej formie, bo musiałem zdjąć koszulkę. A kiedy zaczynam przygodę z siłownią, wariuję. Nie mogę przestać o tym gadać. Wymyśliłem sobie, że zostanę smukły już na zawsze, żeby nie było problemu z żadnym filmem w przyszłości. A później, dzień po ostatniej scenie bez koszulki, zacząłem [udaje żarłoczne jedzenie] nom, nom, nom. Nie zdawałem sobie sprawę, że mam jeszcze jedną scenę bez koszulki. I można to zauważyć – w jednej z nich jestem [wydyma policzki]
Czy wysyłają do Ciebie komediowe scenariusze? Jesteś taki zabawny, nie wiem, czy ludzie o tym wiedzą.
To dziwne. Komedia jest straszna. Jest mało komediowych scenariuszy, a te dobre, trafiają w ręce komików. Przeczytałem może z trzy rzeczy, które mi się podobały, ale agenci nigdy mi na to nie pozwolą!
Czemu nie?
Bo są taaaaaak wyjechane.
Kompletnie odjazdowe?
Dlatego chciałem to zrobić. Musisz to czuć: Skoczę z księżyca!
Ale gdy Zmierzch się skończy, nie możesz robić tego, co chcesz?
To znaczy, mogę. Ale myślę, że ludzie mają bardzo małą trwałość w różnych aspektach. Nigdy nie możesz przewidzieć, co im się spodoba, jak utrzymać karierę; musisz robić to, co tobie wydaje się fajne. Generalnie, to co mi się podoba… Ludzie tego nienawidzą.
Myślę, że masz wystarczająco dużo równoległych projektów, żeby zrobić coś kompletnie innego.
Wiem, ale później nagle zaczniesz się czołgać po studiach, mówiąc: Proszę, proszę, prooooszę, zrobię najgłupszą komedię romantyczną, jaką tylko chcecie! [śmiech]
Teraz wielu ludzi jest podekscytowanych serią Igrzysk Śmierci (Hunger Games). Bawi Cię to? Słyszałeś o tych książkach?
Natknąłem się na nie w zeszłym roku, ale nie wiedziałem, że to najważniejsza rzecz na świecie. Są dobre! To będzie dobry film.
To dziwne. Komedia jest straszna. Jest mało komediowych scenariuszy, a te dobre, trafiają w ręce komików. Przeczytałem może z trzy rzeczy, które mi się podobały, ale agenci nigdy mi na to nie pozwolą!
Czemu nie?
Bo są taaaaaak wyjechane.
Kompletnie odjazdowe?
Dlatego chciałem to zrobić. Musisz to czuć: Skoczę z księżyca!
Ale gdy Zmierzch się skończy, nie możesz robić tego, co chcesz?
To znaczy, mogę. Ale myślę, że ludzie mają bardzo małą trwałość w różnych aspektach. Nigdy nie możesz przewidzieć, co im się spodoba, jak utrzymać karierę; musisz robić to, co tobie wydaje się fajne. Generalnie, to co mi się podoba… Ludzie tego nienawidzą.
Myślę, że masz wystarczająco dużo równoległych projektów, żeby zrobić coś kompletnie innego.
Wiem, ale później nagle zaczniesz się czołgać po studiach, mówiąc: Proszę, proszę, prooooszę, zrobię najgłupszą komedię romantyczną, jaką tylko chcecie! [śmiech]
Teraz wielu ludzi jest podekscytowanych serią Igrzysk Śmierci (Hunger Games). Bawi Cię to? Słyszałeś o tych książkach?
Natknąłem się na nie w zeszłym roku, ale nie wiedziałem, że to najważniejsza rzecz na świecie. Są dobre! To będzie dobry film.
Zrobiłbyś coś tak bardzo głośnego jeszcze raz, wiedząc to, co wiesz teraz?
Tak. Ale chciałbym mieć większą moc na wejście. Jest jedna okropna rzecz jeśli o to chodzi… No, może nie okropna… Nie, jest okropna. Im większy się stajesz, tym trudniej wybić się do czegoś nowego. Grając tę samą rolę, nie możesz nagle grać inaczej. Zabiera to ten kreatywny pęd.
Do kogo zwracasz się z radą jeśli chodzi o dobór projektów?
Ufam mojej agentce i managerom, ale nieraz wysyłam scenariusze rodzicom. Siostrom też. Niewielu jest takich ludzi.
Gdzie jest Twój dom? Czy Los Angeles wydaje się być dla Ciebie domem?
Czasami. Czasem zaczynam tęsknić za LA, gdy jestem poza miastem. Ale w każdym mieście mam okazję na ciche życie tylko przez dwa miesiące – później zaczyna się paranoja. Gdybym miał tu dom, cały czas czekałbym na to, kiedy zostanie odkryty. Chciałbym mieć własny kąt, ale nie mógłbym przestać o tym myśleć.
Czy sądzisz, że gdy w 2012 skończy się Zmierzch, będziesz w stanie wieść normalne życie?
Śmiesznie, że kończy się w 2012, w tym samym, co cały świat. Ale, um, nie wiem. Myślę, że ta cała rozpoznawalność to wina tabloidów. Plotki nie będą działać – zawsze łączą się ze Zmierzchem, więc kiedy to się skończy, myślę, że i plotki umrą. Bo wiodę obscenicznie nudne życie.
Tak. Ale chciałbym mieć większą moc na wejście. Jest jedna okropna rzecz jeśli o to chodzi… No, może nie okropna… Nie, jest okropna. Im większy się stajesz, tym trudniej wybić się do czegoś nowego. Grając tę samą rolę, nie możesz nagle grać inaczej. Zabiera to ten kreatywny pęd.
Do kogo zwracasz się z radą jeśli chodzi o dobór projektów?
Ufam mojej agentce i managerom, ale nieraz wysyłam scenariusze rodzicom. Siostrom też. Niewielu jest takich ludzi.
Gdzie jest Twój dom? Czy Los Angeles wydaje się być dla Ciebie domem?
Czasami. Czasem zaczynam tęsknić za LA, gdy jestem poza miastem. Ale w każdym mieście mam okazję na ciche życie tylko przez dwa miesiące – później zaczyna się paranoja. Gdybym miał tu dom, cały czas czekałbym na to, kiedy zostanie odkryty. Chciałbym mieć własny kąt, ale nie mógłbym przestać o tym myśleć.
Czy sądzisz, że gdy w 2012 skończy się Zmierzch, będziesz w stanie wieść normalne życie?
Śmiesznie, że kończy się w 2012, w tym samym, co cały świat. Ale, um, nie wiem. Myślę, że ta cała rozpoznawalność to wina tabloidów. Plotki nie będą działać – zawsze łączą się ze Zmierzchem, więc kiedy to się skończy, myślę, że i plotki umrą. Bo wiodę obscenicznie nudne życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz