Francuski Premiere Magazine upodobał sobie wywiady z naszymi gwiazdami. Oto kolejny z nich z Kristen Stewart, który pojawił się w wydaniu lipcowym tego magazynu. Tym razem więcej o “Królewnie Śnieżce i Łowcy” oraz wyborach, którymi kieruje się Kris podejmując kolejne wyzwania filmowe.
Premiere: Epilog Sagi Zmierzch wchodzi do kin w listopadzie, jeszcze nie tak dawno byłaś w Cannes na premierze ‘On the Road’, w tym miesiącu zobaczymy cię w ‘Królewnie Śnieżce i Łowcy’. To twój wielki rok. Czyżby najbardziej efektowny w całej twojej niedługiej karierze?
Kristen: Z pewnością najbardziej ekscytujący! I prawdopodobnie największy od wydania pierwszej części ‘Zmierzchu’. Jestem bardzo zadowolona z tego, że występuję w trzech różnych filmach. Kontrast pomiędzy nimi pozwala widzom zobaczyć mnie w innym świetle. Ale nie zrobiłam tego z premedytacją. Nie powiedziałam ‘Ok, spróbujmy wypuścić te trzy filmy w jednym czasie, żeby pokazać, że mam szeroki zakres działania’ (śmiech). To zbieg okoliczności, a nie wynik planu, czy strategii mojej kariery.
Premiere: Trudno nie zauważyć, że nominacja On the Road i Cosmopolis do Cannes jest pewnym znakiem definitywnego zamknięcia rozdziału Zmierzchu dla ciebie i Roberta Pattinsona…
Kristen: Tak Cannes jest gralem, ostatecznym celem każdego aktora. To nie jest tak, że tylko dla tego jesteśmy aktorami, ale żadna nagroda nie jest tak satysfakcjonująca niż nominacja tutaj [w Cannes]. Trudno jest mi mówić o ‘końcu’ Zmierzchu. Po pierwsze: jeszcze nie było premiery ostatniej części, a po drugie nigdy nie czułam się uwięziona przez sagę. Zawsze starałam się wnosić coś nowego do każdej części.
Premiere: Różnica polega na tym, że wcześniej pomiędzy kolejnymi częściami Zmierzchu kręciłaś mniej niezależne filmy jak Welcome to the Rileys albo The Runaways. Królewna Śnieżka i Łowca jest raczej wielka maszyną szczególnie pierwsza cześć nowej serii, to pierwszy film w którym przyjmujesz status wielkiej gwiazdy filmowej…
Kristen: Nie patrzę na to w ten sposób. Na początku byłam przeciwna zagraniu w filmie, który może mieć kontynuacje. Nowe serie? Nie, dziękuję. A szczególnie nie Królewna Śnieżka, bo każdy zna początek, środek i koniec. Nie chcę być przywiązana do żadnego projektu prze długi czas, jak to było w Zmierzchu. Na prawdę kocham te filmy, ale chcę iść do przodu, próbować czegoś nowego. A kiedy poznałam reżysera (Sandrsa) to poczułam się pod wpływem jego zaklęcia, jego estetycznych procedur. To sprawiło, że odkryłam nowy świat, chciałam rozwijać się. Kiedy poznajesz reżysera to od razu wiesz, czy wszystko będzie ok czy nie. On będzie twoim szefem. Tym, którego będziesz się słuchać za wszelką cenę.Wybieranie filmu, roli nie jest racjonalne. To taki instynkt, prawie nie do opisania, myślisz o tym po nocach. Potem poznałam Ruperta i on sprawił, że chciałam wziąć w tym udział.
Premiere: Więc będą dalsze części filmu?
Kristen: Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu i chyba nie mam prawa ci o tym mówić, ale tak jesteśmy optymistycznie nastawieni. Jesteśmy dumni z tego filmu i chcemy kontynuacji. Jeżeli nie, to trudno. Nie będzie końca świata.
Premiere: Czyli będziesz zajęta tym projektem przez następne pięć lat?
Kristen: Straszne, co nie? Ale bądź co bądź powtarzam: nie ma żadnej logiki w mojej karierze.
Premiere: Czy granie w filmie zawsze jest założeniem?
Kristen: Dokładnie tak. Końcowy efekt zależy od wielu czynników i to cud kiedy do końca zachowamy początkowy zamysł. Idealne ścieżki są rzadkością, szczególnie w wielkobudżetowych filmach, gdzie każdy jest przerażony funduszami, komercyjnymi oczekiwaniami a końcowe produkty są skalibrowane, bezduszne i obojętne. Wiem, że jestem stronnicza, ale uważam Królewnę Śnieżkę za na prawdę dobra i unikatową. To jest nawet bardziej uderzające kiedy jest to historia, którą wydaje się, ze każdy zna od deski do deski. Końcowy wynik jest naprawdę świetny.
Premiere: Kiedy zdałaś sobie sprawę, na poziomie artystycznym, że wygrałaś ten zakład?
Kristen: Szczerze mówiąc dość wcześnie. Rupert miał świetną reputację reżysera komercyjnych produkcji, ale nigdy nie kręcił filmów fabularnych. Jego przygotowywanie Królewny Śnieżki wyglądało tak, ze nakręcił demo ze swoimi wyobrażeniami. W tej produkcji podróżujemy między kilkoma światami, Rupert był bardzo pomysłowy w swoim opisie zaczarowanego lasu. Ważne było dla mnie poznanie tego, bo to serce tej powieści: walka światła z ciemnością.
Premiere: Porozmawiajmy o twoich osobistych relacjach z bajką o Królewnie Śnieżce. Myślę, że nie byłaś fanką Walta Disneya, kiedy byłaś mała…
Kristen: To nie prawda, uwielbiam filmy Disneya! Tylko nie przepadam za bajkami z księżniczkami w roli głównej. Wolę Księgę Dżungli czy Robina Hooda od Królewny Śnieżki. Nasza Śnieżka wyznacza powrót do klasyki. Gramy to klasycznie, ona jest wierna braciom Grimm. Oczywiście bajka jest krótka więc musimy dobrze gospodarować czas i umieszczać różne zwroty akcji. Film jest mroczniejszy, bardziej gwałtowny. Disney zrobił adaptacje braci Grimm w swoich kolorach, my zrobiliśmy film mroczniejszy.
Premiere: Kiedy kręciliście film wspomniałaś, że Królewna Śnieżka i Joanna d’Arc mają pewne wspólne cechy. Czy wiesz, że Jennifer Lawrence inspirowała się Joanną w tworzeniu swojej roli w Igrzyskach Śmierci?
Kristen: Serio? To zabawne i… logiczne. W tym sensie, że kobiety mają mało historycznych postaci do wzięcia za wzorzec, w przeciwieństwie do mężczyzn, którzy mają takich na pęczki. To normalne, że ja i Jennifer jesteśmy zainteresowane postacią Joanny d’Arc, bo ona jest matką wszystkich współczesnych bohaterek.
Premiere: Od Joan Jett do Królewny Śnieżki. Zawsze wybierasz role bohaterek – rebeliantek łamiących wszystkie zasady. Czy widzisz podobieństwa miedzy tymi rolami?
Kristen: Tak, ale przede wszystkim czuję, że znajduję w danej postaci interesujące rzeczy takie jak szczerość, sprawiedliwość i nieważne czy to jest Joan Jett, Bella, czy Marylou. Nie zagrałam jeszcze nikogo, kogo nie lubiłam w 100 % lub nie zgadzałam się z jego wyborami. To będzie mój następny krok: znaleźć rolę niegodziwej, szalonej dziewczyny.
tłumaczenie: pattinsonka
Źródło: kristenandrobert.net
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz